Jedna doba – dużo, czy mało?

222
Baits.pl

Każdy, nawet najkrótszy wyjazd nad wodę wiąże się z pewnymi przygotowaniami. Wydawałoby się, że cały ekwipunek już tylko czeka, by wpakować go do auta, a mimo to pojawiają się kolejne znaki zapytania. Bywają po prostu takie dni, że trudniej jest się zmobilizować. Nierzadko przed zasiadkami sprawdzamy prognozę pogody, kierujemy się temperaturą, ciśnieniem, czy wynikami znad wody w ostatnich dniach. Właśnie te czynniki sprawiają, że rezygnujemy z wyjazdu, bo przecież i tak jedziemy na krótko, a do tego aura nie sprzyja…

Jedna doba – dużo, czy mało? Czy i kiedy warto ryzykować? Mimo, iż wariantów jest kilka, prawidłowa odpowiedź jest jedna – doba to sporo czasu by wypracować rybę, a warto spróbować swoich sił nawet, gdy wszystko o czym wspomniałem powyżej “podpowiada nam”, by zostać w domu.

Jadąc nad wodę zawsze sprawdzam pogodę, tak było i tym razem: ciśnienie 1030 hPa z tendencją wzrostową dnia poprzedniego, skok temperatury nieznaczny – nadal bardzo chłodne noce, brak opadów i lepszych wyników na wodzie w poprzednim tygodniu. Taka sytuacja nie napawała optymizmem, ale jeśli wędki są w domu, na pewno nie będzie ryby na macie. Nad Jezioro Miłoszewskie mamy z Trójmiasta zaledwie 50km, więc po godzinie jazdy zjawiamy się nad wodą i uzbrajamy wędki. Po modyfikacji vana kolegi mamy ten komfort, że na krótkie wypady nie musimy rozstawiać namiotu, więc aspekt niskiej temperatury oraz ewentualnego zwijania się w deszczu mamy już za sobą. O 13:00 zestawy lądują w wodzie i tak zapada decyzja o pozostawieniu ich do rana bądź pierwszego brania. Woda na głębokości, na której łowiliśmy [8-11m], jest zimna również latem, dlatego warto uwzględnić sposób nęcenia i pracy naszej zanęty w takim miejscu. Z pełną premedytacją i świadomością postawiliśmy na różne gradacje pelletu od 2 do 20mm. Domieszka stick-mixu, drobno pokruszone kulki, a wszystko zasypane zanętą sypką oraz zalane liquidem. Z takiej bazy uformowaliśmy duże kule, którymi nęciliśmy – 2 na zestaw.

Na efekty pracy naszej zanęty czekaliśmy do północy, kiedy to wyjęliśmy pierwszego leszcza. Drugi lechor wziął nad ranem o godzinie 07:00, a wraz z nim na kolejnej wędce zameldował się piękny wczesnowiosenny karp o wadze 16,5kg. O ile w lato, dla własnego spokoju, trzeba rozważyć sypanie drobną zanętą i pelletem, o tyle w chłodne wiosenne dni oraz na większych głębokościach, nie wolno o tym zapominać. Jak widać, wśród żerujących leszczy pojawiły się również karpie, być może impulsem do pobierania pokarmu była wzmożona aktywność ryb innego gatunku. Można wysnuć kilka tez, najważniejsze, że nasze założenia przyniosły oczekiwany efekt. Wisienką na torcie był piękny szczupak, który zaatakował kulkę podczas zwijania zestawu.

Pomimo złej wydawałoby się prognozy, pojechaliśmy na ryby – wygrała determinacja i zaowocowało to super spędzonym czasem, na dodatek nie wróciliśmy o kiju. Jeśli kiedyś przyjdzie Wam do głowy myśl, że przy wysokim ciśnieniu i zimnej wodzie pewnie i tak nic się nie będzie działo, jedźcie na ryby. Jeżeli czujecie, że to nie jest odpowiednia pora – wręcz przeciwnie! To jest właśnie ten moment, żeby udowodnić sobie, że nigdy nie ma złej pory na wędkowanie :) Połamania!

Jedna doba, dwóch wędkarzy, trzy rodzaje i cztery ryby – zasiadka na piątkę :)