Relacja zwycięzców Trzeciej Pomorskiej Potyczki z Adder Carp na Jeziorze Miłoszewskim

193
Baits.pl

TRZECIA POMORSKA POTYCZKA Z ADDER CARP NA JEZIORZE MIŁOSZEWSKIM 19-23 września 2018r

5 dni, które dały nam kwalifikację do PCM 2019

Kolejny raz wyjazd na Miłoszewskie :) Tym razem nie była to jednak normalna zasiadka, tym razem były to zawody – Pomorska Potyczka z Adder Carp. Nagrodami za wygraną każdego z 3 sektorów były przepustki na prestiżowe Mistrzostwa Polski w Wędkarstwie Karpiowym na zbiorniku Dębowa – Polish Carp Masters 2019.

Gdzieś tam wewnątrz głowy przeszły myśli o naszym występie na PCM, ale po szybkich retrospekcjach z zeszłego roku, gdzie na tej samej imprezie nie było mi dane usłyszeć nawet jednego piknięcia, myśli o wygranej zastąpił plan, by zrobić wszystko, żeby w tym roku nie zjechać bez ryby :) Taki był główny cel, a oprócz niego oczywiście spędzenie tych dni w fajnej atmosferze, z której słyną Pomorskie Potyczki, w głównej mierze dzięki Adamowi Chetkowskiemu i jego pomocnikom.

Impreza zaczęła się w środę o godzinie 10:00. Pogadanka, regulamin i losowanie stanowisk :D Ustaliliśmy z Cezarym, że w tym roku ja będę losował :) Tak wolałem. W razie nieszczęśliwego losu miejscówki, byłbym zły jedynie na siebie ;) Losować jednak nie było mi dane :D Systemem doboru kolejnego losującego znaleźliśmy się na samym końcu, w związku z czym zostało nam do wzięcia stanowisko o numerze 46. Przed losowaniem powiedziałem Czarkowi, że byłoby fajnie, gdybyśmy trafili stanowisko o numerze powyżej 20.

Byłem bardzo zadowolony, do momentu kiedy zdałem sobie sprawę, że jest to sektor C, czyli stanowiska od 38 (moje ulubione, na którym w tym roku podczas zasiadki z Danielem z Carp Team Olecko dostaliśmy dwie ryby 20+, mega wyjazd:D)… do 47, czyli moi faworyci na zwycięstwo: 40, 41, 44. Gdzieś tam pod koniec sektora C zwanego przez niektórych sektorem śmierci, w samym rogu Miłoszewa jest zatoczka… i nasza miejscówka. Piękna, komfortowa, odizolowana, z możliwością łowienia bardzo szeroko. Po sondowaniu okazało się, że mamy dostęp do głębokości od 1,5m do ok 10,5m w odległości do 100 metrów od brzegu. Miało to duże znaczenie, ponieważ w tym roku formuła zawodów polegała na łowieniu przez pierwsze dwie doby z wywózki przy użyciu modelów pływających, a dwie kolejne już tylko z rzutu. Rzut na Miłoszewskim… nigdy tego jeszcze nie doświadczyłem ;)

Zestawy można było wywozić od godziny 15:00. Moje dwa powędrowały na głębokości 2,8m pod lewym trzcinowiskiem oraz na głębokości 6,5 metra, również niedaleko trzcin. Na jeden włos leci oczywiście ulubiony ComplexT 20mm + popup ananas/banan 10mm. Drugi bardziej na słodko w konfiguracji MonsterTigerNut 15mm + połówka popupa 15mm Robin Red – wszystko oczywiście z Dynamite Baits. Zaczęliśmy od delikatnego nęcenia. Pół kg na zestaw, mieszanki pelletu Marine Halibut 16mm i kulek ComplexT 15mm/20mm. Wszystko zalane Squidem. Każdy zestaw z PVA, a w nich już pellet oraz kulki, odpowiednio ComplexT oraz MonsterTigerNut. Tak postawione zestawy miały leżeć do rana lub oczywiście do strzału.

O godzinie 23 zacząłem swoje rozkminki i uznałem, że jeden zestaw przewiozę. To była intuicja :D Zwijam zestaw, wyciągam z wody i nie wierzę własnym oczom. Moja pva jak została założona tak wisi. Minęło ponad 8 godzin. WTF ??? Po prostu się nie rozpuściła… po prostu była z Jaxona :D Jest to chyba jedyna rozpuszczalna siatka pva, którą trzeba moczyć przed zasiadką, albo jak zauważył kolega, idealnie nadaje się na łowieniu w Rowie Mariańskim :D Drugi zestaw prawie tak samo. Prawie, ponieważ pva rozpuściła się mniej więcej w połowie. Dramat !!! Dwa zestawy przez 8 godzin były właściwie wyłączone z łowienia – piękny początek ;) Szybkie ogarnięcie wędek i jeszcze przed północą zestawy mam w wodzie. Noc była spokojna, ciepła i niestety bez brania. Czas ”umilił” nam miejscowy szerszeń, który upodobał sobie nasz namiot. Czarek stoczył z nim walkę i od godziny 2 mogliśmy spokojnie pójść spać…

Przed południem pierwsze ważenie – oczywiście bez naszego udziału. Czekaliśmy jednak z niecierpliwością na wyniki. W pierwszej dobie padło 5 ryb: dwie na stanowisku 13/14 o łącznej wadze 33,53 kg, oraz po jednej rybie na trzech stanowiskach, w naszym sektorze. 40-13,48kg / 41-16,48kg / 44-15,89kg. Zamykamy tabelę :D

Cały drugi dzień zawodów minął nam na integracji oraz analizie pierwszej doby. Wieczorem odwiedził nas dobry znajomy Waldek, zwycięzca Srebrnego Haka 2017 oraz tegoroczny vice lider tej imprezy. Wymieniliśmy swoje wnioski i wspólnie doszliśmy do konkluzji, że będzie ciężko coś ugrać :) Zbiliśmy piątki, przyjęliśmy słowa otuchy oraz zapewnienie trzymania kciuków za nasz wynik. Nadchodziła druga noc, zestawy były już 24h w wodzie i nadszedł czas przewożenia. Postanowiłem zmienić jeden przypon na ronnie rig i założyć popka MonsterTigerNut Red Amo. Kuleczka została mocno zadipowana tym samym aromatem. Dodatkowo przygotowałem pastę z pelletu Marine Halibut. Na zestaw poszły dwie kule pasty oraz pva z pelletem Tiger Nut i kulkami Red Amo 15mm. Drugi zestaw konsekwentnie pod marker na 6,5m – oczywiście ComplexT.

O godzinie 4:25 budzi mnie magiczny dzwięk starego foxa RX. Pierwsze piknięcie mnie obudziło, przy drugim stałem już obok wędek :D Pierwsze piknięcie mnie obudziło, przy drugim stałem już obok wędek :D Delikatne wyciąganie żyłki, moja reakcja i czuję, że ryba jest na kiju. Spokojny hol, podbieranie oczywiście będąc po pas w wodzie i jest !!! Pierwszy karp !!! Zła passa została przełamana. Idę obudzić Cezarego i poinformować go o naszym sukcesie :) Po wstępnym ważeniu wiedzieliśmy, że mamy zbója w granicach 13-14 kg :D

Szybkie ogarniecie zestawu, wywózeczka i można się cieszyć :) Ku naszemu zdziwieniu nagle slyszymy kilka piknięć u Cezarego na lewym zestawie. Podcięcie i niestety spinka. Radość z pierwszej ryby została na chwilę wyparta przez smutek z powodu straty kolejnej. Po bratersku zapewniłem Czarka, że na spokojnie jeszcze dostaniemy coś tej nocy. Wywozimy jego zestaw, wracamy do namiotu, nie mija 15 minut i kolejne branie. Na tą samą wędkę, którą przed chwilą wywoziliśmy. Cezary wzorowo ogarnia hol i po kilku minutach mamy na macie pięknego pełnołuskiego o wadze 9,5 kg. Teraz już wiedzieliśmy, że wchodzimy do gry o sektor :)

Kolejne ważenie po dwóch dobach znacząco zmieniło układ tabeli. Objęliśmy prowadzenie w naszym sektorze, z wynikiem 23,7kg i przewagą niespełna 2 kg nad sąsiadami ze stanowiska 47, którzy w ciągu dnia złowili dwie ryby. Reszta ekip z sektora bez ryb. Podczas drugiej nocy został złowiony na stanowisku 30, jak się później okazało big fish zawodów. Piękny golec o masie 20,46 kg. Chapeau bas !!!

Trzeci dzień przyniósł nam ostatnie promienie słońca. Wieczorem pogoda załamała się, a ja przed zmierzchem postanowiłem przerzucić jeden zestaw. Ten z lewej strony miał powędrować bardziej na środek wody. Zwinąłem go i właśnie nastąpiło wspomniane załamanie :) Silny, porywisty wiatr skutecznie zaczął utrudniać łowienie już tylko z rzutu. Prawie godzinę czekałem na okno pogodowe aby posłać zestaw choć trochę dalej niż tylko pod nogi ;) Udało się. Od godziny 20 do wiatru dołączył ulewny deszcz. Zapadła noc, a warunki zrobiły się wręcz niebezpieczne. Na szczęście wiało w naszą stronę i cały wieczór powtarzałem, że to wietrzysko coś fajnego nam przyniesie.

Moje przypuszczenia sprawdziły się nad wymiar dobrze. Tradycyjnie zaczęło się od brania na moją wędkę :) Zestaw ten przerzucony na środek, dosyć blisko, zanęcony punktowo, tylko pva. Po delikatnym braniu i pewnym holu, w podbieraku ląduje karpisko o wadzę trochę ponad 11 kg. Przed godziną 24 mamy pierwszą rybę tej nocy. Radość ogromna i wspaniała perspektywa na kolejne godziny. Czuliśmy, że to jeszcze nie koniec na dzisiaj ;) Po szybkiej analizie uznaliśmy, że oba zestawy Cezarego przerzucamy bliżej, w linij mojego, z którego padła ryba. Jak się później okazało, była to doskonała decyzja :) Czarek ma branie za braniem i wyciąga dwa pełnołuskie średniaki o wadze 10,47 oraz 8,04 kg. Kończymy nockę z trzema rybami, które przede wszystkim pozwoliły nam jeszcze bardziej uwierzyć w siebie i możliwość walki o najwyższe laury.

Rano po przebudzeniu pomyślałem, co by było, gdybyśmy wygrali :) Pierwszy raz na poważnie ta myśl zagościła na dłużej w mojej głowie. Uznałem, że byłoby to coś wręcz nieprawdopodobnego. Po trzech latach odkąd zacząłem łowić karpie zgarnąć kwalifikację na PCM, na którą w żaden sposób nie nastawiałem się w tym sezonie. Nie ma rzeczy niemożliwych i to jeszcze bardziej zmotywowało mnie to walki :)))

Podekscytowani czekamy na ważenie i informacje o innych ekipach. Okazało się, że przez trzecią dobę w naszym sektorze padło kilka sztuk. Chłopaki z Duxona na stanowisku 44 dołowili drugą rybę, mając już w sumie 26,65 kg. Koledzy na stanowisku 40 złapali pięknego karpiszona o wadze 15,27 i zakończyli dobę z łącznym wynikiem 28,75 kg. Nasze wszystkie zdobycze dały wagę 53,99 kg. Mimo całkiem sporej przewagi jesteśmy świadomi, że nawet jedna ryba 25+, których nie brakuje na Miłoszewskim, może pozwolić innym ekipom na szybką zmianę lidera. Wraz z informacjami o wynikach na łowisku dowiedzieliśmy się, że wichura jaka przeszła nad łowiskiem połamała kilka namiotów :( Została ostatnia doba i od tego momentu mamy ciszę medialną.

Sobotni dzień jak i wieczór spędziliśmy na przygotowaniach do ostatniej nocy. Dwudobowa formuła łowienia z rzutu przewidywała możliwość nęceniem spombem w odpowiednich porach, rano i wieczorem. Nadszedł wieczór i uznałem, że wypadałoby posłać do wody kilka spombów, z przygotowaną pastą pelletową. Była godzina 17:10 i niestety nie pamiętałem czy można nęcić do godziny 18.00, czy 18.30? Szybki telefon do Adasia i dowiaduję się, że nęcimy do 17.30 :D Świetnie! Zostało 20 minut, a jeszcze musiałem uzbroić spoda. Posłałem po 3 spomby na każdy zestaw i z lekką obawą czy nie przenęciłem ;) czekaliśmy na ostatnią noc. Czwarty dzień zawodów był kryzysowy jeżeli chodzi o formę fizyczną. Mało snu, załamanie pogody, spadek temperatury o ok. 10 stopni, porywisty wiatr oraz ulewne deszcze spowodowały nienajlepsze samopoczucie. Walczyć trzeba zawsze do końca i świadomy tego, byłem pewny, że tej nocy dam z siebie również 200%. Plan był taki, żeby konsekwentnie trzymać się miejsc, z których mieliśmy ryby poprzedniej nocy, przerzucić przed zmrokiem zestawy i czekać. Obserwując słabe żerowanie karpi na całym jeziorze uznaliśmy, że złowienie jednej ryby powinno dać nam wygraną.

W spokoju nie doczekaliśmy godziny 23 :) Kwadrans przed słyszymy delikatne branie na mojej prawej wędce. Kij do góry i to wspaniałe uczucie :). Ciśnienie pewnie w granicach 200/150 ;) Szybki hol i mamy ślicznie ubarwionego zbója o wadze 13,16 kg. Plan zrealizowany :). Szczęśliwi i wymęczeni kładziemy się spać jeszcze przed północą. Ryby były na tyle życzliwe, że dały nam pospać do godziny 6 rano, budząc nas znowu delikatnym braniem. Pojechał zestaw z dwoma kulkami tonącymi MonsterTigerNut Red Amo o średnicy 15mm. Na macie zameldował się pełnołuski karpik, najmniejszy ze wszystkich przez nas złowionych, ważący 6,52kg :). Tym sposobem dołowiliśmy 7 rybę na Pomorskiej Potyczce. Pozostały 3 godziny łowienia. Zastanawialiśmy się oczywiście, czy nasi sąsiedzi na pomostach grubo połowili i czy utrzymaliśmy prowadzenie. Z tymi myślami, w ulewnym deszczu pakowaliśmy nasz cały mandżur i nosiliśmy go do oddalonego o 30 metrów samochodu.

Przed godziną 11 ruszyliśmy na ceremonię ogłoszenia wyników i wręczenia nagród. Mi przypadła droga nielądowa ;) Pod wiatr, w sztormową pogodę, ruszyłem oddać łajbę do rybaczówki. Ciesząc się ostatnimi chwilami na Miłoszewskim w oddali zobaczyłem nasze niezwinięte H-bojki. Nawrót, zwijka i z powrotem w stronę celu. Trochę spóźniony dołączyłem do całej ekipy pod namiotem organizatorów, tuż przed ogłoszeniem końcowych wyników. Jednym słowem… WYGRALIŚMY :D !!!

Podsumowując, udało nam się złowić 7 ryb o łącznej wadze 73,670 kg. Był to najlepszy wynik zarówno w sektorze jak i na całej wodzie, ponad dwukrotnie wyprzedzając kolegów na innych stanowiskach. Brania mieliśmy tylko nocą, z głębokości od 2,5 do 6,5 metra. Ryby pobierały przynęty zarówno podniesione na ronnie rigach, z dna na tonące kulki oraz na klasyczne bałwanki. Mieliśmy tylko jedną spinkę, której nie było nawet szkoda, ponieważ za chwilkę ten sam zestaw pojechał jeszcze raz i hol zakończył się sukcesem. Kolejny raz sprawdził się niezawodny ComplexT oraz MonsterTigerNut Red Amo z Dynamite Baits. Nęciliśmy bardzo delikatnie, w sumie poszło około 7-8 kg towaru, z czego głównie pellet, w formie również pasty. Donęcaliśmy także kulkami w rozmiarze 15/18/20mm. Każdy zestaw stawiany był z siatkami PVA, z drobnym pelletem oraz kulkami 15mm w aromacie zgodnym z tym co na włosie. Myślę, że kluczem do sukcesu była konsekwencja, odpowiednie reakcje na to co się działo, a przede wszystkim delikatne, punktowe nęcenie. Dodatkowo 200% zaangażowania włożone w każdą czynność jaką trzeba było wykonać. Tym o to sposobem udało nam się zakwalifikować na Mistrzostwa Polski 2019.

Na koniec chciałem podziękować przede wszystkim swojemu kompanowi Cezaremu. Piona Brachu, zrobiliśmy kawał dobrej roboty!!!
W dalszej kolejności Waldkowi Łuczakowi, Danielowi Pladze, Piotrkowi Wiśniewskiemu oraz Sebastianowi Krukowi, wsparcie Wasze było bezcenne :)
Całej ekipie Normark Polska oraz Dynamite Baits, bez Was tego sukcesu by nie było :)
Swojej kochanej Gosieńce, która wspierała mnie przez cały czas, zarówno w tych gorszych jak i lepszych momentach zawodów.
Adamowi Chetkowskiemu wraz ze wspaniałą rodzinką, za organizację i mega fajną atmosferę.
Wszystkim uczestnikom zawodów, a przede wszystkim Pawłowi Opanowiczowi i Bartkowi Wiśniewskiemu za sportową rywalizację i wsparcie.
Wszystkim, którzy trzymali za nas kciuki i obdarowywali nas ciepłym słowem.

Dzięki Kochane Mordeczki :)

Widzimy się za rok na 4 Pomorskiej Potyczce a AdderCarp, a przede wszystkim na PCM 2019.

 Grigorij