Dwie dwudziestki podczas majowej zasiadki nad Jeziorem Miłoszewskim

628
Baits.pl

Wyjazd nad Jezioro Miłoszewskie planowałem już długo, ale nigdy nie mogłem się zebrać na tyle, by tam dotrzeć. Pomimo, że jest to tak blisko Gdańska, gdzie mieszkam, nigdy nie udało mi się tam pojechać. Na wiosnę miałem już zaplanowany tygodniowy wypad na Węgry, eliminacje do WCC – Puchar Normark na Szachtach i przygotowywałem się właśnie pod tym kątem, gdy nagle na fb odezwał się Grzesiek, którego poznałem 2 lata temu podczas zasiadki na Małym Szwałku. Pierwsza myśl – czemu nie? – kompan pierwsza klasa, stanowisko podobno dobre, Grzesiek miał już jakiś plan na tą wodę – jedziemy!!! Stanowisko 38, termin 27-31 maja 2018.

Grzesiek dotarł na stanowisko już przed godziną 12 by zrobić rekonesans, poobserwować wodę, wysondować kilka potencjalnych miejscówek. Na stanowisku 38 do dyspozycji mieliśmy piękną zatokę, strome zejście na blat spod trzcin, ale także większe głębokości sięgające 7-8 metrów. Po krótkiej wymianie poglądów zestawy wylądowały przy zejściu z blatu na głębokościach 4,5 – 5m, na otwartej wodzie na głębokości 7,5m oraz w zatoce na głębokościach w granicach 2-2,5m.

Po pierwszej dobie mieliśmy już trzy piękne ryby. Dwie pierwsze (11 i 17kg), które było mi dane złowić, wzięły na bałwanki z kulek squid 20mm produkcji Kamila (którego łowiącym na tym zbiorniku chyba nie trzeba przedstawiać), podpiętych popkiem Nash citrus 12mm. Długi przypon anty blow-back rig na miękkiej plecionce z długim włosem. Obie ryby wzięły z głebokości 4,5m tuż za spadem obok trzcinowiska na końcu zatoki [patrząc z pomostu na godzinę 13]. Trzecią rybę, o wadze 11kg złowił Grzesiek na popka 12mm Dynamite Baits Monster Tiger Nut podpiętego sztuczną kukurydzą na autorskim przyponie z miękkiej plecionki, dociążonym kwikiem, gdzie kulka znajdowała się blisko kolanka haka. Prezentacja przynęty około 7cm nad dnem. Ryba wzięła z miejscówki przy brzozach, na przeciwko zanurzonej wierzby.

Następna doba przyniosła kolejne, piękne ryby. Tym razem szczęście uśmiechnęło się do Grześka, który dzień rozpoczął pięknym karpiem o wadze 17,8kg. Lustrzeń połakomił się, tak jak jego poprzednik, na kulkę Dynamite Baits Monster Tiger Nut podpiętą sztuczną kukurydzą. Pomimo, że niebo było bezchmurne i słońce niemiłosiernie paliło, w ciągu dnia również notowaliśmy brania. To był ewidentnie dzień mego Kompana – udało mu się wyholować jeszcze przepięknego, 15-sto kilogramowego karpia pełnołuskiego oraz 13kg golca. Na mój zestaw tego dnia skusił się jedynie 6-cio kilogramowy karpik.

Trzeci dzień zasiadki to już realizacja planów, które sobie założyliśmy. Jadąc nad Jezioro Miłoszewskie, wiedząc o niemałej populacji karpi powyżej 20 kilogramów, mieliśmy na celu złowienie przynajmniej po jednym karpiu z dwójką z przodu. Wieczorem dnia poprzedniego zmieniłem miejsce położenia zestawu, kładąc go na płyciźnie pomiędzy pomostami po prawej stronie wśród podwodnych zarośli. Jako przynęty użyłem kulek Dynamite Baits Hot Fish 20mm + pop-up dumbels Monster Tiger Nut 12mm. Jako zanęty użyłem około 0,4 kg całych kulek Hot Fish oraz 0,3kg pokruszonych, dodatkowo pellet o smaku ochotki, a całość została zalana liquidem HF. Radość nie do opisania, gdy waga po odjęciu worka pokazała 20,5kg i okazało się, że mam nowe PB! Wiaderko na głowę i oczywiście sesja :)

 

Pierwsza część planu wykonana! Systematycznie mieliśmy brania zarówno w dzień jak i w nocy, zauważyliśmy jednak, że ryby zaczęły grupować się blisko brzegu. Możliwe, że z racji upalnej pogody, lecz zakładaliśmy również, że karpie szykują się do tarła. Grzesiek przestawił swój zestaw na płytszą wodę i na efekt nie trzeba było długo czekać. W ciągu dnia szybki odjazd i karp parkuje w trzcinach. Jedną rybę straciliśmy już dzień wcześniej w trzcinach, tym razem dopływamy do miejsca parkingowego a Grzegorz jedynie wybiera luz z kołowrotka. Dopływamy do trzcin i naszym oczom ukazuje się… stado karpi! Oszaleliśmy, ale uwierzcie, że ryby nie od razu zaczęły uciekać. Grzesiek bierze podbierak, chce podebrać swoją zdobycz i okazuje się, że… karp spokojnie odpływa, a za nim kolejne trzy. W końcu, widząc ruszający się pęczek trzcin, znajdujemy zapiętego karpiszona. Grzesiek spokojnie podbiera go miekkim podbierakiem – co nie było łatwe – i, jak się później okazuje, mamy kolejną 20stkę. Plan zrealizowany !!! Waga po odjęciu worka pokazuje 20,1 kg!!! Przynętą ponownie pop-up DB Monster Tiger Nut, będący killerem tej zasiadki.

Dopiero po ważeniu i sesji zdjęciowej Grześka udało mi się wywieźć wędkę, z której padł Big Fish zasiadki. Gdy podpłynąłem do miejsca, gdzie miałem położyć zestaw, zaniemówiłem. Stado ponad 20 karpi pływało dosłownie dookoła mnie… Już wtedy wiedziałem, że wkrótce będzie coś się działo. Zestaw położony w to samo miejsce, na płytszej wodzie wśród wodorostów, około kilogram szybkopracującej zanęty z pokruszonych kulek zalanych liquidem, i po niecałych dwóch godzinach na macie melduje się karpik 13kg.

Ostatnia noc przyniosła jeszcze kilka rybek. Około północy udało się wyciągnąć jeszcze karpika 8,8kg, który bez zdjęcia wrócił do wody, gdyż na drugiej wędce jechała kolejna ryba. Po kilkunastominutowym holu na macie zagościł piekny grubasek 16,8kg. Do rana złowiliśmy jeszcze dwa mniejsze karpie.

Podsumowując, przez niecałe 4 doby wypracowaliśmy 18 brań, z czego na macie zagościło 14 ryb. 10 ryb ważyło powyżej 10kg, 6 ryb powyżej 15kg, a dwa karpie miały dwójkę z przodu. U mnie sprawdził się przypon z miękkiej plecionki na długim włosie, a przynęty to Dynamite Baits Hot Fish 20mm podpięty 12mm dumbelsem Monster Tiger Nut. Ładne ryby padły tez na kulki squid produkcji Kamila podpięte kulką Nash Citruz 12mm. U Grześka bezkonkurencyjnie robotę zrobiły popki Monster Tiger Nut podpięte sztuczną żółtą kukurydzą na jego autorskim przyponie. Do zanęty dodawaliśmy sporą ilość konopi, dodatkowo Grzesiek dopalał zanętę smugą DB Tiger Nut. Staraliśmy się nie sypać więcej niż 0,7kg zanęty na zestaw. Wywózka dwa razy na dobę oraz po każdym braniu.

WNIOSKI:
1. Na każdym łowisku, gdzie występuje pasmo trzcin, w którym karp może zrobić snopek i zaparkować, niezbędny jest podbierak na sztywnej ramie. Na Jeziorze Miłoszewskim na pewno Wam się przyda.
2. Haki Korda Curv Shank rozm. 2 – nie hejtując nikogo, haki kupiliśmy z Grześkiem w DUXON SHOP, jak się później okazało, w różnych terminach. Niezawodne jak dotąd i będące u mnie na pierwszym miejscu haki Kordy Curv Shank zostały niestety odrzucone na dalszy plan. Dlaczego? Pierwszą rybę Grzegorz stracił w trzcinach, hak złamał się tuż za grotem. Tak – tuż za grotem, nie na kolanku. Wzięliśmy to za zbieg okoliczności, jednak jedna z wyholowanych przeze mnie ryb odpięła się w podbieraku. Jak się okazało, nie zupełnie się odpięła. Hak pękł dokładnie w tym samym miejscu, tuż za grotem. Dwie paczki różnych haków kupione w różnych terminach z jednego co prawda sklepu internetowego. Zbieg okoliczności? Nie sądzę.
3. Łowienie na dużych głębokościach – jadąc nad jezioro wiedzieliśmy, że łowi się tu inaczej niż na innych wodach. Karpi szuka się na głębokościach nawet do 12 metrów. Gdybyśmy na ślepo poszli tą taktyką, kto wie jak zakończyłaby się nasza zasiadka. Włączyliśmy tryb samodzielnego myślenia i postanowiliśmy umiejscowić zestawy w najlepszych według nas miejscach. Nie szukaliśmy specjalnie twardych blatów, zmienialiśmy spoty dość często, gdy nic się w nich nie działo. Nie baliśmy się stawiać na miękkie dno i w podwodne zarośla. Postawienie zestawów na płytszej wodzie również okazało się strzałem w dziesiątkę. Tam przebywały karpie w ciągu dnia i mieliśmy systematyczne brania również przy ogromnym upale.

Z pozdrowieniami